--> Za 2 dni rozpoczyna się Turniej Ras

Lycans - z tęsknoty do księżyca

Treść

W historii znanych jest wiele procesów ludzi oskarżonych o wilkoęactwo i czarostwo. Ludzi takich najczęściej skazywano na tortury i palono na stosie...Najwięcej takich procesów odbyło się w okresie istnienia tak zwanej inkwizycji, która swój początek wzięła w 1184r., a na dobre przestała obowiązywać w roku 1859. Natomiast ludzie tacy, jak ja są tutaj po to, aby przedstawił Wam, zainteresowanym, niektóre, o ile nie wszystkie, sławne procesy wilkołacze w tymże okresie historii...

1521r., WILKOŁAK Z POLIGNY

Proces wytoczony w Polignie, we Francji, przeciwko Pierre'owi Bourgotowi i Michelowi Verdungowi jest jednym z najsłynniejszych likantropijnych procesów. Przewodniczył mu brat dominikanin Joan Bodin. Johan Wier (Weyer, Wierus; 1515-1588), obrońca czarowników, twierdził, że zeznania te były wymuszone. Jednak oskarżeni zostali skazani na stos i spaleni ku wielkiej uciesze Bodina.

Pierre zeznał, iż około dziewiętnastu lat wcześniej, w tym samym dniu, w którym odbywał się w Poligny targ, nad miasteczko nadciągnęła tak gwałtowna i szalejąca burza, że nie tylko sam targ został zniszczony, lecz także trzody, których doglądał, rozproszyły się we wszystkich kierunkach i zupełnie nie wiedział, gdzie mógłby je odnaleźć. Próbując zatem wraz z pozostałymi mieszkańcami odszukać i zebrać zagubione stada, zabłąkał się sam jeden w pewne miejsce. Tam spotkał na drodze trzech czarnych jeźdźców ubranych w czarne szaty. Ostatni z nich spytał go: "Przyjacielu, dokąd idziesz? Wydajesz się czymś mocno strapiony". "To prawda" odrzekł Pierre "a powodem jest fakt, że podczas tej szalonej i burzliwej nawałnicy owce rozpierzchły mi się to tu, to tam i zgubiły, a ponieważ nie widzę żadnej nadziei na ich odzyskanie, upadłem zupełnie na duchu". Ów jeździec zakazał mu się załamywać, obiecując, że jeśli tylko zawierzy mu i zostanie jego sługą, już nigdy więcej jego stado nie zostanie napadnięte przez wilki czy inne bestie, nie poniesie też żadnej szkody i nie zdechnie ani jedna z jego owiec. Następnie dodał, aby pozyskać jak największe zaufanie, iż znajdzie zagubione owce; poza tym obiecał, że da mu trochę pieniędzy. Pierre przystał na te warunki, przyrzekając, że powróci w to samo miejsce za cztery, pięć dni. Dlatego też podjął na nowo poszukiwania w towarzystwie wieśniaków, odnalazł stado, które tropił, i po czterech dniach powrócił w to samo miejsce, gdzie spotkał jeźdźca. Ów zapytał Pierre'a, czy zdecydował się zostać jego sługą, a kiedy ten ze swojej strony chciał wiedzieć, z kim ma do czynienia, ów odpowiedział: "Jestem sługą wielkiego szatana z Piekieł, lecz nie lękaj się tego". Tak więc Pierre ofiarował swoje usługi demonowi pod warunkiem, że dochowa on obietnicy opieki nad jego stadami i zapewni mu inne dobrodziejstwa. Jeździec zatem nakazał mu przestać wierzyć w Boga, Dziewicę Marię i wszystkich świętych, którzy zamieszkiwali raj, w chrzest i bierzmowanie. Uczyniwszy to, dał mu do ucałowania lewą dłoń, która była czarna i zimna, jak gdyby należała do umarłego. Pierre padł na kolana i odkrywszy głowę, oddał hołd Szatanowi, nazywając go swym panem. Nie powstrzymał się nawet od odmówienia wyznania wiary. W ten sposób na dwa lata oddał się w służbę diabłu i nie przestępował progu kościoła inaczej niż pod koniec mszy lub przynajmniej po błogosławieństwie wodą święconą, którą nie chciał być pokropiony. Postępować w ten sposób nakazał mu jego nauczyciel, który pozostawiając do tej pory swe imię w ukryciu, zdradził mu je nareszcie, a brzmiało ono Moyset. W tym czasie Pierre nie był informowany, w jaki sposób mogła być chroniona jego klacz, ale wydawało się, że diabeł wywiązuje się jedynie z zadania obrony owiec: jeżeli kiedykolwiek atakowały je wilki, to nie wyrządzały im one żadnej szkody. Z biegiem czasu, prawdę mówiąc, uwolniwszy się od zajęcia pasania owiec, Pierre z łatwością począł zaniedbywać diabelskie nakazy, uczęszczał do kościoła, odmawiał wyznanie wiary. Tak postępował przez jakieś osiem, czy dziewięć lat, aż do czasu, gdy ponownie wezwany przez Michela Verdung w tym samym miejscu do posłuszeństwa wobec swojego mistrza, zgodził się na to pod jednym warunkiem: aby nauczyciel dał mu, tak jak obiecywał, pieniądze.

W tym celu spotkali się pewnego wieczora w jakimś lesie w okolicach Chastercharlon, gdzie Pierre ujrzał innych nieznajomych prowadzących tańce i włączających się w nie. Zobaczył także w czyichś rękach zieloną świecę, z której promieniowało ciemnoniebieskie światło. Wśród wielu różnych rzeczy, które przyrzekł mu Michel, znajdowała się również obietnica, iż jeżeli tylko przyłączy się do jego wiary, będzie mógł za każdym razem, kiedy tego zapragnie, biegać z niezwykłą lekkością. Pierre przystał na to jedynie pod warunkiem, że obietnice te zostaną dotrzymane i dostanie pieniądze. W przeciwnym razie, jak powiedział, pomyśli, że wszystko to jest tylko oszustwem. Michel przyrzekł, iż zatroszczy się o ogromną ilość pieniędzy dla niego. Później natarł rozebranego ze swego ubrania i nagiego Pierre'a maścią, którą przyniósł ze sobą. Wtedy Pierre stwierdził, że natychmiast przemienił się w wilka, i grozą przejął go widok jego kończyn pokrytych sierścią i zamienionych w wilcze łapy. Mimo strachu stwierdził, że biega szybciej od powiewu wiatru, czego nie mógłby dokonać bez pomocy dzieła jego mistrza, które pozwalało mu się unosić. Niedługo potem i jego mistrz poderwał się do lotu, aby dokonywać napadów, chociaż Pierre nie widział go, dopóty nie został mu przywrócony ludzki kształt. [...] Po upływie około dwóch godzin od owej metamorfozy, natarci maścią na nowo przez Michela, w mgnieniu oka powrócili do swojego dawnego kształtu. Maść otrzymali od mistrzów, czyli od Michela Guilemin i od Moyseta, mistrza Pierre'a. Gdy tylko zmęczony biegiem Pierre mógł, choć z trudem, utrzymać się na nogach, udał się wprost do swego mistrza, aby ponarzekać. Ten odpowiedział mu, iż nic się nie stało, i natychmiast zajął się jego leczeniem.

Zdarzyło się, że pewnego razu Pierre, namaszczony z rozkazu Michela i zamieniony w wilka, chwycił zębami sześcio- czy siedmioletniego chłopca, aby go zagryźć na śmierć, lecz krzyki i hałasy zmusiły go do ucieczki; wrócił do miejsca, gdzie pozostawił swój ubiór, i am, według wskazówek Michela, odzyskał ludzki wygląd, nacierając się ziołami. Zeznał, iż razem z tymże samym Michelem nadal próbowali czynić podobne rzeczy oraz że pewnego dnia, pod postacią wilków, zabili jakąś kobietę zbierającą groch. W tymże czasie napotkawszy niespodziewanie pana de Chusnee i chcąc zabić równiez i jego, napadali na niego bez skutku wiele razy. Obydwaj zeznali, że będąc w stanie likantropii, zamordowali czteroletnią dziewczynkę oraz że pożarli ją w całości, z wyjątkiem jednego ramienia; zeznali też, iż podniebieniu Michela odpowiadało mięso, chociaż jadał je w niewielkich ilościach oraz że nie wpływało ono źle na żołądek Pierre'a, pomimo, iż jadł je niemal bez przerwy. Przyznali się do poderżnięcia gardła pewnej dziewczynie, wypicia jej krwi i przegryzienia szyi; w ten sposób zamordowali swoją trzecią ofiarę, której wygłodniała paszcza Pierre'a wygryzła dziurę w brzuchu. Innym razem opowiedział Pierre o zabiciu ośmio- czy dziewięcioletniej dziewczynki w warzywniku, której Pierre przegryzł szyję. [...] Zeznał on ponadto, że zarżnął kozę na pobliskim polu należącym do Pierre'a Bongre, przegryzł jej gardło i przeciął je nożem. Michel jako wilk bywał ubrany, Pierre natomiast nagi. Do zeznania dodali również i to, że zdarzało im się również obcować z wilczycami, z niemal tak wielką pożądliwością, jak gdyby obcowali z własnymi żonami. Poza tym wyznali, że dano im proszek o kolorze popiołu, który wtarty w lewe ramię i rękę pozwalał im zniknąć, gdyby napotkali jakieś zwierzę.

I należy pamiętać, że częstokroć obaj przesłuchiwani na to samo pytanie odpowiadali w sposób pogmatwany i iezgodny ze sobą.

1541r., LIKANTROP Z PADWY

W 1541r. w Padwie żył pewien wieśniak, który, wierząc, że jest wilkiem, napadał na wiele osób pośród pól i mordował je. Jednak schwytany, z wielkim trudem, stanowczo zapewniał, iż jest prawdziwym wilkołakiem, z tą tylko różnicą, że sierść wrastała mu w całości w skórę. Z tego powodu pewni ludzie, pozbawieni całkowicie ludzkich odczuć, chcąc odkryć prawdę, pokaleczyli i ucięli mu ręce oraz nogi: gdy przekonali się o jego niewinności, odprowadzili go do lekarza, aby go wyleczył, jednak człowiek ów po kilku dniach zmarł.

1589/1590r., PROCES PETERA STUBBE'A

W 1590 roku w Londynie publicznie ukazała się anonimowa biografia, opisująca dzieje Petera Stubbe'a - likantropa straconego 31 marca tego właśnie roku w Bedburgu niedaleko Kolonii, za jego straszliwe czyny popełnione pod postacią wilka. Jest to najprawdopodobniej jeden z najsłynniejszych procesów o wilkołactwo, który wsławił się zapewne okrucieństwem i liczbą zbrodni. Oto w skrócie opis pełnego zbrodni życia oskarżonego...

Peter Stubbe urodził się w Peradt, mieszkał w Bedburgu, blisko Kolonii w Niemczech. Począwszy już od dwunastego roku życia, Stubbe, miał skłonności do czynienia zła do tego stopnia, że bardzo mocno interesując się magią, nekromancją i czarami, odwrócił się od wiary chrześcijańskiej i oddał swoją duszę i ciało w ręce szatana i innych sił "nieczystych". W zamian za wyrzeczenie się zbawienia, prosił on diabła o różne rozkosze w swoim krótkim życiu, a także o możliwość stania się znanym i sławnym na całym świecie, nawet za cenę nieba. Diabeł chętnie przystał na spełnienie żądań Stubbe'a, jednak żądania te nie odnosiły się do takich rzeczy, jak bogactwo i odniesienie sukcesu. Jego żądza nie mogła być zaspokojona jakimkolwiek szczęściem pochodzącym z zewnątrz. Z powodu okrucieństwa swojego serca i duszy, które były nadzwyczaj bezlitosne i żądne krwi, ograniczył się do prośby o możliwość wyładowania swojej niegodziwości, wedle swojego upodobania, na mężczyznach, kobietach i dzieciach pod postacią wilka i możliwość życia pod taką postacią bez obawy rozpoznania go jako autora wszystkich tych krwawych czynów, które zamierzał popełnić. Diabeł, który dojrzał w nim doskonały instrument do czynienia zła, dał mu pas, który po włożeniu natychmiast nadaje człowiekowi wygląd "żarłocznego i dzikiego wilka, silnego i potężnego, o wielkich oczach błyszczących w nocy jak srebrne głownie, wielkiej i szerokiej paszczy, niesłychanie ostrych zębach, gigantycznym ciele i masywnych pazurach". Po ściągnięciu pas na powrót zmieniał zbrodniarza w człowieka, jakby nigdy nic się nie wydarzyło.

Stubbe bardzo ucieszył się z daru diabła, bo wygląd wilka, w którego miał się zmieniać, idealnie zgadzał się z jego skłonną do okrucieństwa i rozlewu krwi naturą. Dlatego też, uradowany z diabolicznego podarunku, oddał się czynieniu bestialskich i odrażających mordów.

Gdy tylko jakaś osoba dała się mu we znaki, lub zdenerwowała go, rozpalał się w nim gniew i pragnienie odwetu - opuszczające go tylko wtedy, gdy pod postacią wilka zabijał ową osobę, bądź któregoś z jej krewnych. Zasmakowawszy zbrodni, Stubbe, począł próbować innego sposobu przelewania krwi, przemierzając wieś we dnie i w nocy i popełniając odrażające przestępstwa.

Natomiast pod postacią ludzką (kiedy nie poświęcał się zabijaniu) przechadzał się ulicami Kolonii, czy Bedburga, elegancko ubrany i nierzadko można było spotkać kłaniających się mu ludzi, którym w istocie rozszarpał na kawałki dzieci, lub krewnych, a którzy nie żywili do niego żadnych podejrzeń. Spacerując, obserwował ludzi i swoje potencjalne ofiary. Gdy zauważył kobiety, dziewczęta, czy dzieci, które mu się spodobały i których pożądała jego dusza, czekał, aż wyjadą one z miasta, po czym śledził je i, jeśli tylko zdołał zaskoczyć je same, porywał je, wlókł na otwarte pola i jako wilk okrutnie zabijał. Zdarzało się też często, że gdy krążył z dala od miasta, spostrzegał bawiące się na polach grupy dziewcząt. Wtedy, przemieniony w wilka, rzucał się na nie, pochwyciwszy jedną i zaspokoiwszy swoje obrzydliwe żądze, zabijał ją natychmiast.

Dał takie dowody swego okrucieństwa, że cała okolica została zastraszona przez niegodziwość owego krwiożerczego i nienasyconego wilka. Kontynuując swoją potworną działalność i popełniając wciąż wstrętne czyny, w przeciągu kilku lat zabił trzynaścioro dzieci i dwie młode kobiety w ciąży, z których ciał wyrwał w sposób najbardziej krwawy i nieludzki płody oraz zjadł serca, jeszcze ciepłe, surowe i bijące, co uważał za posiłek najdelikatniejszy i odpowiedni dla jego potwornego apetytu.

Stubbe nie zadowalał się tylko ludźmi - zabijał przeto wiele jagniąt i koźląt, zjadając je surowo, tak jak wilk, aby nikt nie snuł przypuszczeń, że dzieła te są sprawką czarownika, nie zaś wilka.

W tym czasie mieszkała z nim jego córka - piękna i młoda dziewczyna, do której żywił najbardziej nienaturalne z uczuć, i z którą żył w kazirodczym związku. Utrzymywał z nią relacje, kiedy nie był jeszcze całkowicie oddany złu. Nazywała się Beel Stubbe i jej wdzięk oraz uroda wzbudzały podziw wszystkich, którzy ją znali. Jego żądze i ohydne pragnienia w stosunku do niej doprowadziły do tego, że miał z nią syna i żył z nią na co dzień jak z konkubiną. Peter, będąc istotą lubieżną i prawie całkowicie oddaną złu, utrzymywał również stosunki ze swoją siostrą. Pewnego razu przyszła do niego na pogawędkę kobieta, którą przed odejściem udało mu się uwieść słodkimi i czarownymi słówkami, i tak bardzo wpłynąć na jej wolę, że z nią spał, ona zaś w późniejszym czasie była zawsze gotowa do spełnienia jego pragnień. Kobieta ta nazywała się Katherine Trompin i cieszyła się znakomitą opinią wśród swoich znajomych.

Niestety wszystkie te jego nienormalne pragnienia nie mogły być zaspokojone przez tak liczne towarzystwo kobiet, i ponieważ nie zadowalał się pięknem żadnej kobiety, diabeł posłał mu w końcu złego ducha pod postacią kobiety tak pięknej i pociągającej, że przypominała bardziej sylfidę niebiańską niż stworzenie ziemskie. Została ona u niego przez siedem lat - dokąd nie okazało się, iż nie była nikim innym jak diablicą. Okrutnego mordercę, jakim był Stubbe, nie zaspokajały grzechy cielesne i uznawał on dzień za stracony, jeśli nie zabił w nim jakiejś istoty - zwierzęcia, czy człowieka. A zabijał nie dla niczego innego, jak dla przyjemności - jak to zostało później opisane.

Jego młody i przystojny syn napawał go radością i nazywany był przez niego pociechą swego serca. Na jakiś czas przedłożył nad mordowanie miłość do syna. Lecz nie na długo. Wkrótce zapragnął i jego krwi, więc pewnego dnia zaprosił dziecko na spacer po wsi. Odłączył się od niego, gdy szli przez pobliski bór pod pozorem załatwienia swoich potrzeb i kiedy młodzieniec szedł naprzód, zmienił się za pomocą pasa w wilka, dogonił syna i zabił go. Uczyniwszy to, pożarł jego mózg, jak gdyby był to najbardziej wyrafinowany sposób na zaspokojenie swego apetytu. Był to najstraszliwszy czyn, o jakim kiedykolwiek słyszano, nigdy wcześniej bowiem nie było mowy o złoczyńcy, którego natura byłaby do tego stopnia zdegenerowana.

Dokumenty donoszą, że kiedyś zauważył dwóch mężczyzn i kobietę, którą zapragnął oczywiście zabić. Bał się jednak rozpoznania i tego, że może nie poradzić sobie z dwoma dorosłymi mężczyznami - użył więc podstępu. Schowany w krzakach nasłuchiwał, dopóki nie dowiedział się imienia jednego z nich, po czym wyprzedził spacerującą trójkę i zaszył się pośród drzew. Kiedy idący doszli do miejsca, w którym czekał, zawołał po imieniu tego, którego znał. Ten, usłyszawszy wołający go głos, poszedł sprawdzić skąd głos ten dobiegał i z kim miał do czynienia. Nie wrócił już, bo przemieniony w wilka Stubbe zabił go na miejscu. Pozostali oczekiwali na jego powrót, lecz gdy długo się nie pojawiał, drugi z mężczyzn poszedł zobaczyć, co się z nim stało. W ten sposób wilkołak uzyskał możliwość zgładzenia drugiej ofiary. Kobieta, zaniepokojona nieobecnością towarzyszy, zaczęła podejrzewać, iż stało im się coś złego. Próbowała ratować się ucieczką, ale wilk był o wiele od niej szybszy, pochwycił ją więc, zgwałcił i okrutnie zabił. Ciała mężczyzn znaleziono później rozszarpane w lesie, a ciała kobiety nie znaleziono nigdy.

W ten sposób Peter Stubbe przeżył dwadzieścia pięć lat - nie rozpoznany przez nikogo i nie wzbudzający żadnych podejrzeń. W tym czasie zabił i pożarł niezliczoną ilość mężczyzn, kobiet i dzieci, jak również owiec, jagniątek, koźląt i innych zwierząt. W istocie, gdy nie mógł zwabić w zasadzkę żadnego człowieka (trzymali się na baczności), owa dzika i okrutna bestia, którą był, dawała upust swojemu gniewu poprzez zabijanie zwierząt i popełnianie niegodziwości nie do pomyślenia, tak że całe Niemcy zostały zmuszone do uznania ich za prawdziwe.

Mieszkańcy Kolonii, Bedburga i Peradt, śledzeni i nękani przez wilka-potwora, będącego ciągle przyczyną szkód i strat, bali się podróżować z jednego miejsca do drugiego bez większej liczby mężczyzn i broni. Mieszkańcy, ku swojemu przerażeniu, znajdowali na polach szczątki ofiar bestii, której nie byli w stanie pochwycić i zgładzić. Dlatego też, gdy ktoś gubił dziecko, tracił jakąkolwiek nadzieję na jego odnalezienie, albowiem był przekonany, że wilk już je pożarł.

Zdarzył się jednak przypadek wskazujący na "ogromną siłę i miłosierdzie opatrzności Boga w pocieszaniu wszystkich dusz chrześcijańskich". Kilkoro dzieci bawiło się na łące nieopodal miasta, na której pasły się również krowy wraz ze swoimi cielakami. Niespodziewanie wilk rzucił się w środek kręgu dzieci i chwycił za gardło jedną z dziewczynek. Na szczęście nie zdołał przegryźć jej gardła ze względu na wykrochmalony, sztywny kołnierzyk ubrania. Krzyk pozostałych dzieci zaniepokoił pasące się krowy, które w obawie o cielęta, zaatakowały wilka z takim impetem, że był on zmuszony do wycofania się, zostawiając zamierzoną ofiarę przy życiu. Ojciec dziewczynki, mieszkający w Londynie, otrzymał list z przedstawieniem tego, co stało się jego córce w Niemczech. List wzbudził w nim nieufność, poprosił więc o przysłanie mu jeszcze jednego, z podaniem bardziej szczegółowych informacji.

Nie tylko on dostał tego typu list - dostawali go wszyscy rodzice dzieci zaatakowanych przez Stubbe'a, mieszkający w Londynie, bądź innym kraju, jak i ci z Niemiec. W niemieckich miastach, Kolonii, Bedburgu i Peradt ludzie wznosili modły do Boga, aby wyswobodził ich od niebezpieczeństwa, jakim był ten bardzo dziki wilk.

I, choć dwoili się i troili, wymyślając coraz to nowsze podstępy na złapanie i zabicie stwora, bezsilni byli wobec jego okrucieństwa, dopóty, dopóki sam Pan Bóg nie postanowił o jego końcu. Niezależnie od poniesionych porażek, ludność trwała przy swoim zamiarze. Do szukania bestii, gdziekolwiek usłyszano o jej obecności, używano olbrzymich kundli i psów o wielkiej sile.

W końcu jednak udało im się spostrzec wilka. Natychmiast tropiciele otoczyli likantropa i poszczuli nań psy tak, że nie miał żadnej drogi ucieczki. Była to sytuacja, której nie udało im się osiągnąć nigdy wcześniej. Stubbe, nie widząc drogi ucieczki, zdjął pas i zamienił się w człowieka. Łowców ogarnął strach, gdy w miejscu, w którym jeszcze przed chwilą stał wilk, ujrzeli człowieka. Uznaliby go zapewne za Diabła, gdyby go nie znali. Lecz on znany był im z tego względu, że od dawna mieszkał w ich miasteczku. Pochwycili go i poszli razem z nim do miasteczka do jego domu, by przekonać się, czy nie jest to tylko ich urojenie. Upewniwszy się, że chodzi właśnie o niego, i że nie miało miejsce oszustwo, czy złudzenie umysłu, odprowadzili go pośpiesznie do urzędników, aby został niezwłocznie przesłuchany.

W ten sposób Stubbe, wreszcie schwytany i postawiony przed obliczem sprawiedliwości, został poddany torturom w Bedburgu. Ze strachu przed męką szybko przyznał się do niegodziwości całej swojej egzystencji i wyjawił okrucieństwa, jakie popełniał przez dwadzieścia pięć lat. Zeznał także w jaki sposób, za pośrednictwem czarów, otrzymał od Demona pas, którego założenie natychmiast przemieniało go w wilka. Przyznał się również, że pozbył się tego pasa (wrzucając go do leśnego parowu) w momencie swojego pochwycenia, i że nadal pewnie znajdował się on w tym miejscu. Urzędnicy, słysząc to posłali w to miejsce swoich ludzi, ci jednak nie znaleźli nic i zaczęli spekulować nad tym, że prawdopodobnie powrócił on tam, skąd przyszedł, czyli do Diabła, który po wtrąceniu tego bezrozumnego człowieka w opłakaną sytuację, pozostawił go samemu sobie, by znosił udręki na jakie zasłużył swoim haniebnym życiem.

Po zamknięciu go na pewien czas w areszcie, urzędnicy, dzięki prowadzonemu w tej sprawie śledztwu, odkryli, że córka oskarżonego - Beel Stubbe, i Katherine Trompin, były obydwie wspólniczkami wielu morderstw popełnionych przez likantropa. Peter Stubbe został skazany razem ze swoimi wspólniczkami przez ów trybunał i wyrok ogłoszony 28 października 1589 roku brzmiał: "Peter Stubbe, główny winowajca, zostaje skazany na łamanie kołem i rozerwanie ciała w dziesięciu różnych miejscach rozżarzonymi obcęgami tak, aby oddzieliło się ono od kości, a potem na poćwiartowanie nóg i ramion za pomocą drewnianych kijów lub młotków, następnie na ścięcie głowy i wreszcie na spalenie na popiół". Również jego córka i kochanka zostały skazane na spalenie na stosie w tym samym momencie, w którym płonąć miał trup rzeczonego Petera Stubbe'a. 31 marca 1590 roku zmarli oni w opisany powyżej sposób w mieście Bedburg, w obecności wielu książąt i parów Niemiec.

Po egzekucji, ku przestrodze czarownic i innych czarowników, z zarządzenia władz miasta, wbito w ziemię pal, na szczycie którego umieszczono koło z zawieszonymi na nim częściami ciała skazańca. Trochę powyżej koła powieszono oprawiony w drewno wizerunek wilka, głowę czarownika i tyle kawałków drewna, ile było jego ofiar. Te same władze nakazały zostawić to wszystko na widoku publicznym na wieczną pamiątkę zbrodni popełnionych przez Stubbe'a.

1598r., WILKOŁAK Z ANGERS

W 1598 r. odbył się proces przeciwko Jacquesowi Roulet, włóczędze z Claude, leżącego w okoliach Anegrs. Jego zachowanie w celi wykazało, iż był on chory na umyśle i miał epilepsję. Trybunał potraktował likantropię jako prawdziwą przyczynę owych aberracji umysłowych, dzięki czemu oskarżony uniknął kary śmierci.

Jego oświadczenia na procesie były sprzeczne ze sobą i nieprawdopodobne. Wciągnął w popełnienie zarzucanych mu przestępstw swojego brata Johna i kuzyna Juliena, chociaż wykazano, że w tym czasie znajdowali się z dala od niego o wiele mil. Roulet został oskarżony o to, iż został znaleziony w postaci wilkołaka (przez żołnierza i trzech wieśniaków) pośród krzaków, w połowie nagi, z rozczochranymi włosami, rękami zbroczonymi krwią i paznokciami unurzanymi w resztkach ludzkiego ciała. Nieopodal leżało okaleczone ciało piętnastoletniego chłopca o imieniu Cornier. Roulet przyznał się do zabójstwa młodzieńca i szczegółowo opisał ofiarę oraz okoliczności mordu. 8 sierpnia 1598 sędzia Pierre Herault przesłuchiwał więźnia:

  1. SĘDZIA

    Jak się nazywasz i jaki jest twój zawód?

  2. ROULET

    Nazywam się Jacques Roulet, mam trzydzieści pięć lat, jestem biednym żebrakiem.

  3. SĘDZIA

    O co jesteś oskarżony?

  4. ROULET

    O złodziejstwo; o obrazę Boga. Moi rodzice dali mi pewną maść, nie znam jej składu.

  5. SĘDZIA

    Czy kiedy natarłeś się tą maścią, stałeś się wilkiem?

  6. ROULET

    Nie. Ale wskutek tego zabiłem i pożarłem syna Corniera. Ja byłem wilkiem.

  7. SĘDZIA

    Czy byłeś przebrany za wilka?

  8. ROULET

    Byłem ubrany tak jak jestem teraz. Miałem zakrwawione ręce i twarz, bo zjadłem ciało tego chłopca.

  9. SĘDZIA

    Czy twoje dłonie i stopy stały się łapami wilka?

  10. ROULET

    Tak!

  11. SĘDZIA

    Czy twoja głowa stała się podobna do wilczego łba, a twoje usta powiększyły się?

  12. ROULET

    Nie wiem jaka była w tym czasie moja głowa; używałem zębów. Moja głowa była taka jak teraz. Poraniłem i pożarłem wiele dzieci. Brałem także udział w sabacie.

Sąd świecki skazał Rouleta na śmierć. Co dziwne, ten jednak odwołał się do Parlamentu w Paryżu, który zamienił mu karę na dwa lata pobytu w zakładzie dla obłąkanych St.-Germain-des-Prés, aby został pouczony co do religii, „o której zapomniał w swojej ogromnej nędzy”. [...]


R. Hope Robbins, op. cit., s. 324

1598r., KRAWIEC Z CHALONS

W tym samym roku, w którym toczył się proces Jacquesa Roulet, 14 grudnia 1598 roku Parlament w Paryżu skazał na śmierć krawca z Chalons za przemianę w wilkołaka. Był on oskarżony o zwabianie do swojego zakładu dzieci i napadanie na nie, albo o mordowanie ich, kiedy gubiły się w lesie, i zjadanie ich ciał. Na dowód tego odnaleziono skrzynię pełną kości. Proces obfitował w tak wiele okropności, że sędziowie nakazali spalić jego akta.


R. Hope Robbins, op. cit., s. 324

1603r., JEAN GRENIER, CHŁOPIEC-WILKOŁAK

Sędzia zwyczajny z Chatellenie i baroni Roche Chalais [...] dnia 9 maja 1603 roku prowadzi śledztwo. Oskarżenie opiera się na zeznaniach jedynie trzech świadków, z których drugim jest trzynastoletnia Marguerite Poirier. Mówi ona, iż miała zwyczaj doglądania zwierząt w towarzystwie owego młodzieńca, Jeana Grenier, który zwierzał się jej wiele razy, że ilekroć tego zechce, zamienia się w wilka, że schwytał i zabił jakieś psy, zjadł kawałek jednego z nich i wypił nieco krwi, ale nie smakowała mu ona tak, jak krew małych dzieci i dziewcząt. Mówił też, że nie minęło wiele czasu od jego napaści na dziecko, którego ciało nadgryzł, a resztę wyrzucił na pożarcie kręcącemu się w pobliżu innemu wilkowi, i na pewną dziewczynkę, którą pożarł całą z wyjątkiem ramion i pleców.

Dodała, że pewnego dnia, kiedy pilnowała swoich zwierząt, rzuciła się na nią jakaś dzika bestia, schwyciła jej spódnicę w okolicy lewego biodra i podarła ją; ona zaś uderzyła ją kijem po grzbiecie, zauważając, że bestia ta była większa, lecz krótsza od wilka, miała rdzawą sierść i krótki ogon. Po tym uderzeniu odskoczyła od niej na jakieś dziesięć czy dwanaście kroków, usiadła na tylnich łapach, jak czynią to psy, i omiotła ją wściekłym spojrzeniem, pod wpływem którego Marguerite uciekła. Poza tym dojrzała, iż zwierzę to miało łeb mniejszy od tego, jaki miewają wilki.

Kolejnym świadkiem była dziesięcioletnia Jeanne Gaboriout, która zeznała, iż pewnego dnia, w czasie gdy pilnowała swoich zwierząt wraz z innymi dziewczętami, zbliżył się do niej Jean Grenier i spytał, która z pasterek jest najładniejsza. Dziewczynka z kolei zapytała, czemu chce to wiedzieć.

– Ponieważ – odrzekł – chcę się ożenić z taką pasterką, a jeżeli to jesteście wy, chcę ożenić się z wami.

Ona spytała go, kim jest jego ojciec.

– Jest księdzem – odpowiedział.

W trakcie rozmowy powiedziała mu, że jest bardzo ciemny. Odrzekł, że wygląda tak od niedawna. Ona zapytała, czy stał się taki ciemny pod wpływem zimna czy gorąca. On zaś odpowiedział, że spowodowała to czerwonawa skóra wilka, którą nosił. Spytała zatem, kto mu dał ową skórę, a on wyjaśnił, że uczynił to niejaki Pierre Labourutt. Pasterka chciała wiedzieć, kim on jest. Jean powiedział, iż jest to człowiek, który trzyma w swoim domu żelazny łańcuch na szyję sprowadzający na niego udręki, i że w domu tym przetrzymuje różne osoby na płonących krzesłach, innych zaś na płonących łóżkach, i innych jeszcze, którzy smażą się – jedni rozciągnięci na ruszcie, drudzy w wielkim piecu. Zaś dom ten i pomieszczenia były ogromne i mroczne.

Jean Grenier powiedział, że kiedy przywdziewał na siebie skórę wilka, zamieniał się w wilka albo w jakiekolwiek inne zwierzę, którym pragnął się stać, i że zamieniony w ten sposób w wilka zabił kilka psów i wyssał ich krew, która nie miała jednak przyjemnego smaku, i dodał, że o wiele lepsze i smaczniejsze były małe dzieci i dziewczęta. Mówił, iż biega pod postacią wilka o każdym zachodzie księżyca, w poniedziałki, piątki i soboty, i tylko jedną godzinę w ciągu dnia, pod wieczór i nad ranem. Krążył po okolicy z pozostałą dziewiątką takich jak on, niektórych z nich wymienił, zawsze w tych samych dniach i tych samych godzinach. Właśnie ta informacja przypieczętowała jego aresztowanie. Został pojmany, przesłuchany, i podczas zeznań przyznał się do jeszcze większej liczby przestępstw od tej przekazanej przez świadków.

Powiedział, iż spotkał młodzieńca o imieniu Pierre du Tilhaire na głównej drodze z Coutras do Monpon, i ów opowiedział mu o pewnym człowieku z lasu Saint Antoine, który chciałby z nimi pomówić. Młodzienieć przekonał go do pomysłu pójścia i zobaczenia się z nim i Jean wraz z towarzyszem pobiegli i spotkali w środku lasu samotnego wielkiego mężczyznę ubranego na czarno i dosiadającego czarnego konia. Powiedzieli mu dzień dobry, albowiem było to o brzasku, a on, skoro tylko zszedł z konia, ucałował ich niezwykle zimnymi ustami. Potem znów znalazł się w siodle i natychmiast stracili go z oczu. Odjeżdżając jednak, nakłonił ich do tego, aby obiecali, że przybędą do niego zawsze, gdy po nich pośle.

Zapytano go, jak wiele czasu minęło, od kiedy oddał się w służbę tego pana, czy ich oznakował w jakiś sposób, ile razy posłuchali jego wezwania i co się później z nimi stało.

Rzekł, że mogły minąć trzy lata od ich pierwszego spotkania – w momencie przesłuchania miał trzynaście czy czternaście lat, zatem wówczas mógł liczyć około dziesięciu czy jedenastu lat – oraz że obydwaj zostali oznaczeni za pomocą żelaza, które trzymał w ręku, okrągłym znakiem w kształcie małej pieczątki, wyciśniętym na lewym pośladku. Dodał, iż gdy mieli ochotę pomówić ze swoim panem, udawali się do lasu, aby go odnaleźć, a zdarzyło się to trzy razy. Pewnego razu, gdy tam dotarli, ich pan pozwolił im wyczyścić zgrzebłem swego konia, obiecał pieniądze i dał kieliszek wina, który wypili i sobie poszli. Potwierdził, że całe zeznanie Marguerite Poirier było prawdziwe. Przyznał się do wszystkich gwałtów i wykroczeń, o jakie był oskarżony, z wyjątkiem faktu wypicia krwi białego psa, którego zabił.

Zapytany o owe dzieci, które zgładził i pożarł, w czasie gdy był przemieniony w wilka, odrzekł, iż pewnego razu, idąc z Coutras do Saint Anlaye, minąwszy wioski Double, wszedł do jednego z domów, w którym zauważył, że nie ma ludzi, i znalazł tam jednoroczne niemowlę leżące w kołysce. Chwycił je swoimi kłami za gardło, wywlókł poza ogrodzenie ogródka i zjadł tyle, aby nasycić głód, a resztę dał innemu wilkowi, który znajdował się niedaleko.

Opowiedział też, że w okolicy plebanii w Saint Antoine du Fizon zakradł się do pewnej dziewczyny pasącej owce, która ubrana była w czarną szatę, zabił ją i począł jeść, a nasyciwszy się nią, tak jak poprzednim razem, jej resztki rzucił na pożarcie wilkowi będącemu w pobliżu. Należy podkreślić jego stwierdzenie, iż ściągnął on ubranie z dziewczyny, a nie podarł go, co jest faktem godnym uwagi, gdyż wykazuje, że w odróżnieniu od prawdziwych wilków, które rozdzierały ofiary pazurami, wilkołaki zagryzały je i, tak jak ludzie, potrafiły rozebrać dziewczęta, które zamierzały pożreć, nie rozdzierając przy tym ich ubrań. Jean Grenier powiedział, że gdy chciał pobiegać, nakładał na siebie skórę wilka, którą przynosił mu Pan Lasu, poza tym nacierał się maścią, którą trzymał w słoiczku, a którą również otrzymał od niego, a wcześniej ściągał z siebie ubrania, które chował zazwyczaj na ściernisku pomiędzy krzakami. Wyjaśnił, iż biegał o zachodzie księżyca, godzinę lub dwie na dzień, i parę razy w nocy. Po pewnym czasie przeprowadzono drugie śledztwo, aby dowiedzieć się, czy w owym okresie, który oskarżony wskazał jako czas zabicia dzieci, nie słyszano o kimś, kto został zamordowany w wiosce, o której wspominał on w swoich zeznaniach. Przesłuchano ojców dzieci zabitych przez wilkołaki, a ich zeznania zostały skonfrontowane ze sobą. Stwierdzono, że zeznania powyższych świadków i oskarżonego są zgodne.

Zapytany, czy kiedykolwiek krążył po okolicy ze swoim ojcem i czy kiedyś nosili ową skórę lub popełniali te przestępstwa razem, odpowiedział, że kilka razy towarzyszył mu ojciec. Pewnego razu, dwa lata wcześniej, w maju, spotkali dziewczynę, ubraną na biało, która pasła gęsi w okolicy wioski Grillaut. Schwytali ją, zawlekli między zboże i tam pożarli. Później jednak sam czynił swoje wypady i nie towarzyszył mu już ojciec. Ponadto, dodał, iż Pan, który podarował mu skórę, zabronił mu mordowania za pomocą pazura lewej ręki, ponieważ był on grubszy od pozostałych, oraz że w czasie, gdy przybierał on kształt wilka, jego pan nie tracił go nigdy z oczu i śledził wszystkie zdarzenia, aż do momentu, w którym na nowo nie stawał się człowiekiem.

Pierre Grenier, jego ojciec, został uwięziony, przesłuchany i skonfrontowany z synem. Syn zmienił wiele zeznań i dało się zauważyć, że długie uwięzienie i nędza uczyniły go nieco otępiałym. Pomimo wszystko, po tym, jak pozwolono mu wypocząć, ponownie zostali skonfrontowani. Syn potwierdził wszystkie swoje zeznania obciążające ojca.

Pozostaje dowiedzieć się, czy owa transformacja lub transmutacja człowieka w zwierzę może zajść w rzeczywistości. A w wypadku gdyby była realna, jaka kara grozi tym, którzy zamieniają się w wilkołaki, oraz tym, którzy przyznają się do służenia owemu Panu Lasu (który nie jest nikim innym, jak Diabłem) i do popełnienia pod postacią wilka i pod nakryciem podarowanej im skóry nieskończonego ciągu dzieciobójstw i innych zbrodni.

[...] Sąd, biorąc pod uwagę wiek i ograniczenie umysłowe chłopca, który był tępym idiotą, [...] podjął decyzję i wydał wyrok: że od wyroku nie można się odwoływać, że co do przypadków wynikających z procesu skazał i skazuje Jeana Grenier na dożywotnie zamknięcie i służbę w miejscowym klasztorze. Jeżeli chodzi o wyżej wspomnianego Pierre’a Grenier, jego ojca, i Pierre’a zwanego Tilhaire, wspomniany Sąd zapowiedział, że w przeciągu miesiąca zostanie wszczęte w ich sprawie bardziej szczegółowe dochodzenie.

Po zamknięciu Greniera w klasztorze, zauważono wielokrotnie dziwne stworzenie przypominające psa, które zagryzało ludzi i zwierzęta w okolicy, nigdy jednak go nie schwytano. Jean Grenier zmarł w owym klasztorze w 1610 roku.


P. De Lancre, Tableau de l?Incostance de Mauvais Anges et Demons, Paris 1612, s. 211n

1692r., PRZESŁUCHANIE WILKOŁAKA THEISSA

Proces Rosjanina Theissa, posądzonego o wilkołactwo, bardzo różni się od pozostałych tego typu procesów i prawdopodobnie dzięki tej właśnie odmienności figuruje na liście najsłynniejszych spraw wilkołaczych. Cała odmienność zawiera się w zeznaniach, jakie złożył oskarżony. Theiss opowiedział interesującą historię o sobie i swoich wilczych towarzyszach. Twierdził, że wilkołaki są obrońcami ludzkich społeczności, walczącymi z demonami i złymi czarownicami, w obronie wszystkich dobrych ludzi. Koniec końców Theissowi uwierzono i został on wypuszczony na wolność.

1764-1767r., BESTIA Z GEVAUDAN

Jedną z najbardziej wprawiających kryptozoologów w zakłopotanie sprawą jest tak zwana Bestia z Gévaudan - zwierzę podobne do wilka, ale o wielkości krowy, które terroryzowało francuski dystrykt Gévaudan (dzisiejsza Lozčre'a) w latach od 1764 do 1767 roku. Ta mała prowincja, położona w górach Margeride w południowo-środkowej Francji, niedaleko takich miast jak Langogne i Mende, zostało nawiedzone przez bestię po raz pierwszy w czerwcu 1764 roku.

Tego miesiąca, młoda kobieta została zaatakowana przez dużego, wilkopodobnego potwora w Forét de Merçoire niedaleko Langogne. Była jedną z kilku ludzi, którzy przetrwali spotkanie z bestią (la Beté). W październiku tego roku, dwóch myśliwych podeszło stwora i strzelało do niego z bliskiej odległości. Zwierzę zostało trafione cztery razy, ale zdawało się nie ponieść żadnego uszczerbku na zdrowiu. Kapitan Duhamel, dowodzący blisko 60 żołnierzami, rozpoczął polowanie na potwora, kilkakrotnie zranił go, jednak nie udało mu się go zabić.

W 1765 roku, król Ludwik XV wysłał doświadczonego łowcę wilków nazwiskiem Denneval do Gévaudan, aby ten zabił bestię. Zanim Denneval wytropił stwora, pewien człowiek o nazwisku Chaumette zobaczył zwierzę blisko swojego domu, niedaleko St.-Chely. On i jego dwóch braci postrzeliło bestię dwukrotnie, jednak nadal nie udało się jej zabić.

W czerwcu 1765 roku Denneval zrezygnował z bezowocnych poszukiwań. Miesiąc wcześniej król Ludwik wysłał do Gevaudan swego dowódcę przewoźników broni - Antoine'a de Beauterne. 21 września, rozpoczął on polowanie w Béal Ravine, niedaleko Pommier. Zabił coś, co uważał za słynną bestię. Był to niezwykle duży wilk, długi na 6 stóp (około 1,8 metra). Zwierzę to można było oglądać do początku XX wieku w Muzeum Historii Naturalnej w Paryżu.

Jednak coś wciąż zabijało ludzi. Latem 1767 roku, setki wieśniaków pielgrzymowało do katedry Notre-Dame de Bealieu w pobliżu góry Chauvet, aby modlić się do Boga o ocalenie od potwora. Uważali go za karę boską lub wilkołaka (fr. loup-garou). Jednym z pielgrzymów był Jean Chastel. Miał on strzelbę i trzy poświęcone kule.

19 czerwca 1767, miejscowy szlachcic zorganizował wielkie łowy, w którym wzięło udział ponad 300 ludzi. Chastel zaczaił się na stwora w Sogne d'Aubert. Kiedy zwierzę pojawiło się, strzelił do niego. Potwór wreszcie został zabity.

Czym w końcu była bestia? Francuscy wieśniacy wierzyli, że była rodzajem demona, jednak w tym samym czasie angielscy uczeni stwierdzili, że była ona skrzyżowaniem tygrysa z hieną. Inni mówili o rosomaku, niedźwiedziu, a nawet o pawianie. Niedawno jednak zwłoki zwierzęcia zabitego przez Chastela zostały znalezione w magazynie Narodowego Muzeum Historii naturalnej w Paryżu. Bestia została zaklasyfikowana jako wilk, lecz zoolog Franz Jullien w dzisiejszych czasach dokładnie zbadał to bardzo źle zachowane ciało i stwierdził, że była to hiena pasiasta (Hyaena hyaena), zamieszkująca Afrykę.

Warto również wspomnieć, że na podstawie osobliwego procesu bestii z Gévaudan nakręcono film pod tytułem Le Pacte des Loups (Braterstwo wilków).


Na podstawie tekstu znalezionego na stronie www.kryptozoologia.w.interia.pl.

1853r., WILKOŁAK Z ALLARIZ

W 1853r. hiszpański sąd oskarżył Manuela Blanco Romasantę o zamordowanie 15 osób w jednej z wiosek położonych na terenie królestwa. Romasanta przyznał się do zabójstw, twierdził jednak, że uczynił je pod postacią wilka, co przesądziło o odwołaniu jego kary przez królową Izabelę II. Niedługo potem zmarł w tajemniczych okolicznościach w więzieniu.

W 2004r. na podstawie tej historii i książki napisanej przez Alfredo Conde'a nakręcono film pt. Romasanta: The Werewolf Hunt.


Oryginalne źródło: http://footprint.republika.pl/

Menu główne

Informacja licencyjna; kontakt z twórcą; walidacja

Strona wygenerowana w 0.01 sekundy.