--> Za 2 dni rozpoczyna się Turniej Ras

Lycans - z tęsknoty do księżyca

Treść



- O nie, nie. Mój drogi - muzyka ucichła. Gwar również ustał, a do wyczulonych nozdrzy Goona doleciał przepyszny zapach pieczonej, dobrze doprawionej świni i ziemniaczków.

- Aż tak dobrze to nie będzie, ale myślę, że nie pogardzisz naszymi specjałami z młodego warchlaczka - właściciel głosu - barczysty mężczyzna w sile wieku, uśmiechał się promiennie, podczas gdy większość tawernianych gości wyparowywała. - Może usiądziesz i napijemy się czegoś, zanim podadzą kolację?

- Szkoda, że zabraknie na niej potrawki z borsuczka i opiekanych karyżaków... Wspaniały tort z ogromem tłustej, bitej śmietany i kremem też byłby mile widziany, ale co tam... - Uśmiechnął się w odpowiedzi Goon i podprowadzony przez Kasselerta dołączył do siedzących przy obszernym stole. Wyszczerzył do nich równiutkie ząbki i pomyślał, że dobrze jest mieć w takich ludziach przyjaciół.

- Lepsza świnka niż jarzynka -Hipol zawsze o czasie błysnął zdrowym humorem.

Potrawy znikały ze stołu szybciej, niż się na nim pojawiały. Gdyby Goonowi przyszła do głowy myśl, że jest głodny jak wilk i miałby czas pomiędzy jednym mlaśnięciem, a kolejnym aby to powiedzieć na głos z pewnością doczekałby się wybuchu nerwowego śmiechu i ukradkowych spojrzeń rzucanych przez wszystkich biesiadników ponad stołem. Jednak Goon nie miał czasu na myślenie, a tym bardziej na gadanie. Dopiero teraz, kiedy jego usta posmakowały, oczy zobaczyły, a nos zwęszył (może niedokładnie w tej kolejności) przepyszną pieczeń, poczuł jak bardzo był głodny. Jadł więc i jadł, a inni jedli wraz z nim. Nadal jadł, kiedy reszta skończyła. I wciąż jadł, podczas gdy senne zmęczenie osiadało na kolejnych jego towarzyszach.

Wreszcie skończył. A właściwie - skończyło się jedzenie. Wprawiony w dobry nastrój, dzięki pełnemu brzuchowi i podchmielony grzanym piwem rozglądał się wkoło. Hipol smacznie spał z głową opartą o blat stołu i ustami szeroko otwartymi - już kręciło się przy nich nerwowo kilka much. Dość daleko od Goona, przy rogu stołu półgłosem rozmawiali Kasselert z - jak Goon się domyślał - właścicielem karczmy - Samem. Przy innych stołach siedziało kilkoro gości. Kiedy na nich nie patrzył, przyglądali mu się spod ciemnych kapturów naciągniętych głęboko na twarze, lub włosów zwykle długich i brudnych, opadających cieniem na oczy.

1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6

Menu główne

Informacja licencyjna; kontakt z twórcą; walidacja

Strona wygenerowana w 0.03 sekundy.