--> Za 2 dni rozpoczyna się Turniej Ras

Lycans - z tęsknoty do księżyca

Treść



- Sam to właściciel naszej uroczej tawerny. Jest dość znaną osobą... aż dziwne, że o nim nie słyszałeś - bystre oczy Kasselerta łypnęły w stronę Goona i omiotły go badawczym spojrzeniem. - Nie jesteś stąd? A z resztą. To nie jest ważne. Dobrze, że nie trzymasz z nimi.

- Hm?

- Z wampirami - obrzydzenie i strach spłynęło z języka Hipola niczym trucizna z jadowitego węża.

- Z wampirami? - powątpiewanie w głosie Goona ledwo ukryło się pod maską goryczy.

Zeszli wolno ze schodów, podtrzymując Goona by nie zsunął się z nich. Coraz głośniejszy i bardziej niezrozumiały stawał się gwar, dochodzący gdzieś z niższych pięter budynku. Słychać było też muzykę i czuć smród przypalonego jedzenia. Mimo iż był on ohydny i przypominał zapach kilkudniowego trupa zakonserwowanego w palarni, Goon pomyślał, że dobrze byłoby coś zjeść. W końcu osłabienie i trzydniowy brak pożywienia połączony z leczniczym snem, a także strach i wysiłek ostatnich godzin przed utratą świadomości, robiły swoje. Żołądek, jak pusty worek obijał się wewnątrz brzucha Goona. Jego myśli zajęły się już całkowicie płomieniem jedzenia.

Było głośno. I jeszcze głośniej. Gorąco i wszystko wokoło śmierdziało. Kiedy weszli przez duże drzwi do pomieszczenia na parterze budynku, oczom całej trójki ukazał się obraz zwyczajnej, pełnej ludzi, smrodu i różnego rodzaju cieczy (w tym również trunków) tawerny.

Choć zmysły podpowiadały Goonowi, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, to coś jednak absorbowało jego uwagę i nie dawało zmysłom wygrać. Tak jakby chciało powiedzieć: Coś jest nie tak, jak być powinno. Co z tego, że dookoła tyle brudu? Co z tego, że dym przeżera Ci oczy i nozdrza, a ludzie hałasują jak stado rozwścieczonych zwierząt lub pułk wojska w najgorętszym ataku. Ale ci - ci leżący pod stołami, w kałużach własnych wymiocin, wyglądali mało naturalnie, a gwar i zapach miały zwyczaj niknąć, kiedy by tylko pomyśleć, że wcale ich tam nie ma.

Goon zatrzymał się pośrodku drogi przez izbę. Obrzucił spojrzeniem Hipola, na którego twarzy malował się beztroski uśmiech podniecenia, a potem zerknął na poważną minę Kasselerta. Uśmiechnął się powoli i pomyślał, że miło by było zasiąść teraz z obydwoma towarzyszami przy suto zastawionym stole i spożyć wyśmienitą kolację... najlepiej składającą się z kilku, nie - z kilkunastu dań... Hmm...

1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6

Menu główne

Informacja licencyjna; kontakt z twórcą; walidacja

Strona wygenerowana w 0.01 sekundy.