--> Za 2 dni rozpoczyna się Turniej Ras

Lycans - z tęsknoty do księżyca

Treść



Przemiana zakończyła się tak raptownie, że stojąca przed momentem istota, nagle, bez żadnego ostrzeżenia znalazła się u stóp kamienia i drżąc po dopiero co przeżytym bólu, już rozglądała się uważnie dookoła. Nie co dzień bowiem zdarza się sytuacja, w której będąc jednocześnie na polu bitwy, w największym motłochu, stoisz też na kamieniu pośrodku lasu, a chwile potem leżysz na ziemi. No chyba, że bitwa toczy się właśnie tam, a ty jesteś już martwy. Lecz tym razem było inaczej. Goon, powoli sprawdzając czy posiada wszystkie części ciała potrzebne do poprawnego funkcjonowania - a w tym momencie również do szybkiej obrony, rozglądał się dookoła. Z lekkim zaskoczeniem stwierdził, że żyje i ma się całkiem dobrze, mimo iż nie dzierży żadnej broni, ani nie czuje się na siłach aby użyć którejkolwiek ze swych umiejętności. Słyszał o tym. Kiedyś, dawno temu, w starej, zakurzonej piwnicy, tuląc się do zimnej ściany, słyszał głos kogoś, kto najprawdopodobniej siedział po drugiej stronie pomieszczenia i czuł się tak samo źle jak on, lub nawet gorzej. Tamten osobnik śpiewał. Cichą, ponurą - głosem martwym i pustym, piosenkę o przygodach i zdarzeniach, co do prawdziwości których Goon miał wielkie wątpliwości. Lecz teraz, kiedy przypominała mu się pokrótce zawarta w niej opowieść, przyszło mu na myśl, że mogło być w tym nieco prawdy. Opowieść o tym, co przytrafiło się Panu jego byłego współtowarzysza niedoli powracała coraz większymi falami, aż dotarło do niego, że przeżywa właśnie To. To samo, co tamten. Był w jednym miejscu, a zaraz potem w zupełnie innym. Spokojnym. Na polanie? A może w lesie? Nie, tego nie był pewien. Zresztą, co to za różnica. Goon, podobnie jak tamten nie czuł swojej siły, nie miał broni i był zupełnie sam. Poczucie samotności było tak wielkie, że nie przypominało nawet tej samotności, którą czuje się po długim przebywaniu w obecności tylko samego siebie i od czasu do czasu jakichś niewielkich stworzonek, będących później pożywieniem na kilka następnych dni, czy nawet tygodni. To poczucie pustki, wynikało z czegoś innego... Goon nie wiedział z czego. Czuł się sam. Tak jakby był sam na całym świecie. Prawie sam.

- Eeee...



Pewien, nie do końca zrozumiały dźwięk, jakby echo samego dźwięku przebrzmiewało w głowie Goona. Docierało powoli do jego świadomości. To jakby stękanie... nie, jakby buczenie... coś mu przypominało... kogoś. To dziwne - pomyślał - tak wyczulone zmysły, mięśnie napięte aż do bólu, a nie poczułem nic niezwykłego. Żadnego instynktu ucieczki czy obrony. Jedynie lekka ciekawość... Znam ten głos. Już go kiedyś słyszałem. Gdzie? Gdzie to było?

1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6

Menu główne

Informacja licencyjna; kontakt z twórcą; walidacja

Strona wygenerowana w 0.01 sekundy.